CHRIS Newsletter - aktywnie, ambitnie twórczo - www.chris.com.pl

Newsletter CHRIS nr 6 (14.08.2014)

Młodzież na campach CHRIS

Z kierownikiem Campu Serwy - Przemysławem Gaszyńskim rozmawiała Agnieszka Kazimierczak.

A.K.: Rokrocznie wyjeżdża z nami całkiem duża grupa młodzieży. W tym sezonie – ponad 600 osób w wieku od 16 do 18 lat. Wydawać by się mogło, że dla tej grupy wiekowej wypoczynek letni w formie campu nie jest już atrakcyjny – czym zatem wytłumaczyć spore zainteresowanie młodych ludzi taką formą spędzania czasu?
P.G.: Wszystkim wydaje się się, że camp nakłada na uczestnika spore ograniczenia. Jednak dla osoby, która przyjechała się dobrze bawić, uczyć czy poznawać nowych ludzi w przyjaznej atmosferze, nie są one uciążliwe. Zasady, które rządzą tą małą społecznością, mają za zadanie zapewnić wszystkim bezpieczeństwo oraz prawo do bycia sobą. Na co, jak się okazuje, jest spore zapotrzebowanie. Na takiej bazie łatwiej jest tworzyć programy, zabawy czy imprezy, dzięki którym młodzież może poczuć zarówno wartość każdej jednostki, jak i społeczności. Tutaj troska, życzliwość, pomoc innym, zaufanie, zrozumienie to nie slogany, tylko rzeczywistość.


A.K.: Czy młodzież zyskuje wraz z wiekiem dodatkowe przywileje na campie?
P.G.: Wraz z wiekiem rośnie autonomia młodego człowieka na campie. Większy jest jego wpływ na kształt zajęć. Więcej zdarzeń zawiera w sobie opcję wyboru. Dla chętnych istnieje ponadto możliwość wzięcia udziału w tworzeniu imprez dla młodszych dzieci czy spróbowania swoich sił w organizacji imprezy, w której uczestnikami jest kadra.

Mlodziez3.jpg

A.K.: Co jest priorytetem dla kadry w opiece nad młodymi ludźmi, na co zwracacie szczególną uwagę?
P.G.: Zrozumienie specyfiki wieku oraz wagi indywidualności jest kluczowe w tworzeniu dialogu z młodzieżą. Jasne zasady, konsekwencja w działaniu, życzliwa komunikacja dają poczucie bezpieczeństwa i platformę do budowania relacji, które w tym wieku wydają się na pierwszym miejscu na liście potrzeb. Staramy się wsłuchiwać w głos młodych ludzi i moderować naszą rzeczywistość w taki sposób, aby każdy mógł realizować swój potencjał.


A.K.: Z jakimi wymaganiami musi się liczyć młodzież campowa?
Wszyscy na campie podlegają tym samym zasadom. Młodzież natomiast wraz z uzyskaniem większej autonomii ponosi także większą odpowiedzialność. Porządek, punktualność, zaangażowanie, pomoc innym, dbanie o relacje w grupie. To wszystko z etapu nauki zaczyna przechodzić na etap samodzielnej realizacji i kontroli.


A.K.: Kogo zatem zachęcamy do wyjazdów z nami, a komu radzimy poszukać raczej innych form wypoczynku?

P.G.: Jeżeli ktoś chce wstawać, kiedy mu się podoba. Nie lubi z góry zaplanowanego grafiku dnia. Męczą go narzucone zasady. Rzeczywiście może mu być na campie ciasno. Jeżeli jednak te małe ograniczenia nie stanowią problemu, na pewno zostaną wynagrodzone świetną atmosferą miejsca, gdzie można poznać przyszłych przyjaciół, nauczyć się wielu wartościowych rzeczy i wreszcie dobrze się bawić.

A.K.: Dziękuję za rozmowę.

Ankiety

Od wielu sezonów prosimy wszystkich uczestników naszych campów i obozów o podzielenie się z nami opinią o jakości oferowanych przez nas usług. Co ważne – wszystkie ankiety są anonimowe. Dzieci mają zapewniony w ten sposób komfort swobodnego dzielenia się swoimi spostrzeżeniami.
W ostatnich dniach trwania turnusu wszyscy uczestnicy otrzymują ankiety do wypełnienia. Inne formularze dostają dzieci najmłodsze, inne – dzieci starsze i młodzież.
U dzieci młodszych badamy ogólne zadowolenie z obozu, kontaktu z wychowawcą, poziomu zapewnionej opieki oraz atrakcyjności zajęć. Dzieci starsze pytamy o atmosferę na obozie, realizację programu. Prosimy o wskazanie najbardziej docenianych instruktorów i wychowawców oraz tych, których woleliby nie spotkać w przyszłych latach. Pytamy również o wyżywienie i zakwaterowanie.
Tuż po zakończeniu każdego turnusu wysyłamy prośby o wypełnienie ankiet oceniających współpracę z naszą firmą również do Państwa. Bardzo nas cieszy duży odzew z Państwa strony – około 25% rodziców wypełnia ankiety już w pierwszych dniach po przesłaniu linku. Tak szybka reakcja z Państwa strony umożliwia nam wprowadzenie korekt w niektórych obszarach już od kolejnego turnusu. Pozwala również na spojrzenie na niektóre aspekty naszej działalności z innego punktu widzenia.
Wszystkie informacje zwrotne przesłane w ankietach analizowane są przez nasz zespół – treści dotyczące wyżywienia i zakwaterowania trafiają do kierowników administracyjnych ośrodków, uwagi dotyczące kwestii programowych – do naszego kierownika programowego. Uwagi dotyczące kadry przesyłane są do pracowników działu HR.
Z całością ankiet zapoznają się kierownicy campów, dyrektor PR&CSR i właściciele.
Część uwag Państwa czy dzieci jest przyczynkiem do podjęcia natychmiastowych działań, część – do zaplanowania ich w kolejnych latach. Nie ukrywamy również, że niektórych próśb nie zrealizujemy. Najczęściej nie możemy zrealizować tych wiążących się ze zmianą systemu zapisów, czy rozszerzeniem niektórych obozów. Nie podejmiemy się również zmian wpływających na tożsamość campów jako jednostek o określonym profilu i konkretnych założeniach. Tutaj stawiamy mocno granicę – rozluźnienie atmosfery dla nas nie jest tożsame ze skróceniem ciszy nocnej, zaniechaniem porannego rozruchu czy dowolnością w uczestnictwie w blokach zajęciowych.
Dziękujemy za Państwa uwagi – i te pozytywne –dodają bowiem skrzydeł do działania i te mniej pochlebne, które pozwalają stale się rozwijać.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z całości procesu ankietowania jest fakt, że nam wszystkim zależy – i dzieciom, i rodzicom, i organizatorom – aby wypoczynek zgodnie z naszą misją poza oczywistymi wartościami dawał dzieciom umiejętności, które zostaną z nimi na całe życie, czyniąc je bogatszym i ciekawszym.

Dziennik pokładowy - pasjonująca lektura nie tylko dla żeglarzy

Poniżej prezentujemy fragmenty dziennika pokładowego autorstwa naszego kapitana rejsów po Morzu Bałtyckim - Mateusza Mroczka.

Szanowni Rodzice,

Niniejszym oficjalnie ogłaszam otwarcie kolejnej edycji Dziennika Jachtowego Rejsów Morskich CHRIS. Mam nadzieję, że lektura przyprawi Was o szybsze bicie serca i że z niecierpliwością będziecie czekać na kolejne odcinki naszej relacji :-).

Do usłyszenia!

kpt. Mateusz Mroczek

Dzień 0, piątek, 4.07.2014

Upał, nuda i dreszczyk emocji...

Dla kadry to w zasadzie już kolejny dzień, bo w końcu wczoraj bawiliśmy się w wielbłądy, prowiantując jacht. Choć zdjęć nie ma, uwierzcie mi, że widok naszej filigranowej Oli – instruktorki biegającej po kei z kartonami, zza których nie było jej widać, był bezcenny :-).

Po takich przygodach, ciesząc się ostatnimi chwilami samotności, pozwoliliśmy sobie pospać dłużej. Śniadanie, ostatnie sprawunki i... czekamy na załogę!

Pierwsi załoganci, „dostarczeni” przez rodziców, dotarli na jacht przed 11.00, a tu... nuda! Nic się nie dzieje! Większości kadry nie ma (w sklepie), do roboty nic nie ma (to chyba akurat na szczęście), tak więc... chyba czas posnuć się bez celu po pokładzie. Anglicy chyba mówią na to loitering.

Taki właśnie widok zastałem po powrocie ze sklepu – krążące po pokładzie wolne elektrony, sztuk 2 lub 3. Na szczęście chwilę potem pojawili się rodzice i wybawili mnie z opresji :-). Chwila miłej rozmowy, zwiedzanie jachtu, uścisk ręki i... znów to samo :-). W końcu grupa będzie dopiero za pół godziny, a tu jacht załadowany, wysprzątany i gotowy... Sukcesem było zagonienie towarzystwa do zainstalowania się w szafkach. Znaczy się zainstalowania bagażu, oczywiście. Poszło łatwo – gdy Tosia poszła na dół, to pozostali dwaj panowie też wzięli się za siebie :-).

12.00. Dotarli. Urrrrrra-towani!

Szybki uścisk ręki z Sylwkiem, kwadrans zamieszania („wrzućcie te torby na razie tam na dół, musimy pogadać”) i... krótka przemowa powitalna. Wyszło jak wyszło, ale przynajmniej podzieliliśmy się na wachty. Co prawda – gdy powiedziałem, co starsi wachty mają robić jako funkcyjni, to chętnych nie było (poza Tosią, oczywiście), ale się udało. Skład wacht wygląda następująco:

Wachta I

Tosia

Piotr

Kasia

Wachta II

Olga

Adam

Jerzy

Wachta III

Rita

Janek

Weronika

Wachta IV

Maciek

Paweł

Nie martwcie się, nie będą sami – kadra ma swój niezależny grafik wacht „nadzorczych”.

Pogadanka pogadanką, a tu robić trzeba. Ola walczy w kambuzie – trzeba jej wysłać pomoc! Już po chwili „ochotnicy” z wachty III siedzą i obierają – a to ziemniaki, a to ogórki, a to coś jeszcze... Tajemnic procesu produkcyjnego nie zdradzę, dość powiedzieć, że przed 15.00 udało się podać obiad. Z dwóch dań! :-)

16.00. Szkolenie czas zacząć. Zbiórka na pokładzie i dyskretne pytania „ile to potrwa”. Odpowiedź spowodowała hurtowy bieg do toalet – dziwne... Aż tak się boją? :-)

Szkolenie, od którego Marcin, nasz bosman, prawie głos stracił (pogadajcie trochę bez przerwy w upale – kto naucza, ten wie), trwało dwie godziny z okładem – a i tak „trochę” zostało. Zrobi się tuż przed wyjściem...

Po szkoleniu czas wolny w ramach odpoczynku – towarzystwo poszło na miasto (choć najpierw była kąpiółka – na lądzie, bo można :-) ), mają wrócić na 20.00. Niektórzy panowie wrócili wcześniej – czyżby już poczuli zew pokładu?

Dalszy plan: 20.30 kolacja, potem krótkie „doszkolenie” i odjazd. Mam nadzieję, że wieczorno‑nocne wyjście z Gdańska będzie dla dzieciaków ciekawe :-).

Gdzie płyniemy? Nie wiem... Zależy od wiatru. Jak będzie dobrze, to Visby. Jak będzie słabiej, to się zobaczy. Wiemy tylko, że generalnie na północ i że 2-3 (a może i 4?) dni popływamy bez przerwy – tak więc nie martwcie się, że nikt się do Was nie dzwoni :-).

Do usłyszenia z następnego portu!

(no chyba że spopod piekła – z okolic Helu znaczy się – uda mi się coś jeszcze napisać)

Zaiste ciekawe było to wyjście. Biedna Tosia – to na ostatnie 1,5 godz. jej wachty wypadło wypływanie z portu – postanowiła przyspawać się do steru i nie oddać go nikomu. Fajnie, tylko chyba nie przypuszczała, ile to stresu :-). A to ledwo widoczne w ciemności wystające z nabrzeży portowych w Gdańsku przeszkadzajki, czyhające podstępnie na integralność naszego kadłuba... A to mijanka z wyjeżdżającą zza zakrętu bombową szafą z trzema pieskami, czyli – po ludzku mówiąc – takim stupięćdziesięcioparometrowym tankowcem na smyczy trzech holowników... A to znowu dezaprobata bosmana wywołana zbyt mazurskoregatową odległością mijania boi torowych... Na szczęście dziś w świetle dnia widać, że nie osiwiała z tego stresu ;-).

Po wyjściu z portu znowu było nudno... Trochę statków do minięcia, jakieś bojki, jakieś latarnie morskie, Hel na horyzoncie, takie tam... Po okrążeniu Helu siłami wachty II postawiliśmy żagle i... zrobiło się cicho! Jedyne co było słychać, to kłapanie dziobem kapitana, któremu wachta zapewniała rozrywkę intelektualną, zadając bez przerwy pytania. I tak mój „dyżur”, który miał się skończyć o 1.00, przerodził się w wykład, a to z elektroniki, a to z radaru, a to z mapy, a to z... Dość powiedzieć, że skończył się o 4.00. Olga do perfekcji opanowała księgowanie pozycji. A potem jeszcze prawie 2 godziny, bo mijanki z przeciwnikami były... I do tego nadal urozmaicane kłapaniem dzioba – tym razem w wykonaniu Pawła (który, o ile się zorientowałem, nadaje bez przerwy; zamknął się tylko na miniwykład z łączności, wywołany koniecznością okrzyczenia przeciwnika, co by nam trochę skręcił, bo wachta IV goniła węgorza). Udana noc!

Pełny dziennik pokładowy pierwszego etapu rejsu tutaj:

http://chris.com.pl/aktualnosci/dziennik-pokladowy-rejs-morski-etap-i-127/

a drugi etap:

http://chris.com.pl/aktualnosci/dziennik-pokladowy-rejs-morski-etap-ii-129/

Rejs Morski 2014

P1140560.jpg

P1140561.jpg

P1140566.jpg

P1150205.jpg

P1140599.jpg

P1140633.jpg

P1140697.jpg

P1140699.jpg

P1140756.jpg

P1140759.jpg

P1150069.jpg

P1150106.jpg

P1150119.jpg

P1150127.jpg

P1150126.jpg

P1150165.jpg

Newsletter został wysłany do osób, które zgłosiły chęć jego otrzymywania zaznaczając tę opcję w panelu rezerwacyjnym on-line na stronie www.chris.com.pl. Jeśli nie chcecie Państwo otrzymywać tego typu wiadomości, prosimy kliknąć tutaj.

Wszelkie uwagi oraz propozycje tematów do newslettera prosimy zgłaszać mailowo: newsletter@chris.com.pl

CHRIS - obozy młodzieżowe, obozy dla dzieci, zielone szkoły.