CHRIS Newsletter - aktywnie, ambitnie twórczo - www.chris.com.pl

Newsletter CHRIS nr 30/2016 29.09.2016

dziekujemy_16.png

Wrześniowa integracja

Z kierownikiem Działu Zielonych Szkół - Marcinem Lasotą rozmawiała Agnieszka Kazimierczak
Agnieszka Kazimierczak: Sezon letni można już uznać za zakończony, a nasze campy nadal tętnią życiem. Kto korzysta z zielonoszkolnej oferty we wrześniu i październiku?
Marcin Lasota:
Tak. O lecie już zapomnieliśmy, a przynajmniej o tym minionym. Dla ośrodków niekoniecznie oznacza to odpoczynek. To tylko kilkudniowa przerwa w życiu każdego z nich. Campowy rytm zostaje od września zmieniony w taki, który służy integracji młodzieży z klas 1 gimnazjum i liceum. Praktycznie od pierwszego tygodnia września do połowy października gośćmi naszych ośrodków będzie młodzież szkolna i nauczyciele chcący wspólnie integrować się poza szkolnymi murami. Po wakacjach, z nastaniem pierwszych dni nowego roku szkolnego, część uczniów klas pierwszych wyjeżdża na zieloną szkołę, popularnie zwaną „integracją”, do naszych ośrodków. To procentuje przyśpieszonym dobrym startem w nowym roku i nowej szkolnej rzeczywistości.

zs.jpg

A.K.: Jakie atuty mają zajęcia integracyjne prowadzone poza murami szkolnymi?
M.L.:
Przede wszystkim już samo przebywanie ze sobą przez kilka dni non stop jest procesem integracyjnym. Wspólne spożywanie posiłków, nocowanie w jednym pokoju, zwierzanie się ze swoich doświadczeń, uczestniczenie w zajęciach – to wszystko już samo w sobie powoduje, że młodzież się integruje. Dokładając do tego zajęcia integracyjne, które są tak skonstruowane, żeby wymusić pewne zachowania wśród uczniów i budować więzi w grupie, powodują, że taki wyjazd jest bardzo efektywny zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Wiadomo, nie wszystkim uczniom tworzenie więzi społecznych przychodzi łatwo. Wychowawca klasy wraz z uczniami musi stworzyć taki zespół, w którym każdy znajdzie dla siebie miejsce i będzie miał prawo do swobodnego wypowiadania się. Nie jest to proste, ale przy współpracy z instruktorami na zajęciach integracyjnych tworzone są zręby nowego zespołu, którego członkowie będą współpracowali przez najbliższe lata. W szkole trudno jest ocenić wzajemnie swoje cechy charakteru, umiejętności i zachowanie. Nauczyciel może oczywiście sprawdzić i ocenić wiedzę np. z języka polskiego, ale już poznać uczniów pod kątem ich predyspozycji przywódczych, temperamentu czy zorganizowania – niekoniecznie. Dzięki temu, że nauczyciele wraz z uczniami wyjeżdżają poza szkołę, są w stanie zobaczyć dużo więcej. Także dla uczniów jest to okazja do poznania swojego wychowawcy nie jako klasycznego belfra przy tablicy w garsonce czy wyprasowanej koszuli, tylko jako osobę, która chętnie wsiądzie z młodzieżą na kajak czy pojedzie na wędrówkę rowerową. Młodzi ludzie bardzo cenią sobie taki kontakt z nauczycielem. Działanie w takim modelu nie jest bynajmniej traceniem autorytetu, a wręcz przeciwnie.
A.K.: Wiem, że są szkoły, które z takiej formy korzystają od kilkunastu już lat. Dlaczego część wychowawców i nauczycieli wybiera ten model budowania społeczności klasowej?

M.L.: Są szkoły, które wyjazdy integracyjne z nami mają wpisane w kalendarz działania szkoły. W pierwsze dni września całe roczniki (klasy pierwsze) przyjeżdżają do naszych ośrodków. W szkole, kiedy uczniowie spotykają się tylko na lekcjach i przerwie, a wychowawca nierzadko widzi swoich podopiecznych tylko 2-3 godziny w tygodniu, to trudno jest mówić, że taka szybka integracja następuje. Oczywiście dokonuje się ona, ale trwa to bardzo długo. Do tego warunki w szkole są ograniczone, jeżeli chodzi o obserwację uczniów przez nauczycieli. Wyobraźmy sobie, że wychowawca klasy spotyka się ze swoimi uczniami 2 razy w tygodniu – na lekcji wychowawczej i na jednej lekcji np. chemii. Przy takiej intensywności spotkań trudno nawet zapamiętać imiona i wygląd uczniów, nie mówiąc o ich cechach, poglądach temperamencie itp. Jeżeli nauczyciel wyjeżdża poza szkołę i wraz z innymi uczniami spędza kilka dni na różnych aktywnościach i zajęciach integracyjnych, to jest w stanie poznać swoich uczniów z wielu stron. Na zajęciach integracyjnych, które obejmują specjalnie przygotowane zadania dla uczniów, doskonale widać, który z nich jest np. urodzonym przywódcą, kto kreatorem, kto z kolei osobą skrytą i nieśmiałą, kto wreszcie dowcipnisiem. Dla nauczyciela takie wyjazd to skarbnica wiedzy, której nie zdobędą w szkolnej przestrzeni. Z rozmów z pedagogami wiem, że na takim wspólnym wyjeździe na 4-5 dni zdobywają wiedzę o swoich podopiecznych, na którą w szkole potrzebują średnio ok 2 lat. To bardzo duża różnica, biorąc pod uwagę, że szkoła gimnazjalna i liceum obecnie trwają 3 lata. Proszę mi uwierzyć, kiedy nauczyciel spotyka się ze swoimi uczniami w poniedziałek w szkole po powrocie z wyjazdu integracyjnego, naprawdę może powiedzieć, że już zna swoje dzieciaki, a ich wzajemne relacje są dużo bardziej partnerskie niż przed wyjazdem.
A.K.:Czy uczniowie są również zadowoleni z integracji poza szkołą?
M.L.: Przede wszystkim jest to ekscytujący wyjazd dla pierwszoklasistów. Wyobraźmy sobie pierwszą klasę liceum, gdzie nikt się nie zna. Uczniowie zamiast iść do szkoły, jadą na miejsce zbiórki i wyjeżdżają na kilka dni – spędzają czas razem, grając w różne gry integracyjne i uczestnicząc w zajęciach sportowych. Tworzą się wtedy nowe relacje rówieśnicze (często na całe życie). Każdy jest w stanie określić się w nowo powstałej grupie, potrafi (miejmy nadzieję) znaleźć swoje optymalne miejsce w nowej klasie. Wypracowane relacje (im więcej tych dobrych, tym lepiej) będą towarzyszyły młodzieży co najmniej przez najbliższe 3 lata. Uczniowie nie muszą zajmować się rzeczami związanymi ze szkołą, jak lekcja, praca domowa, sprawdzian, nauka. Mogą się skupić na takich kwestiach, jak zainteresowania, rozrywka, poglądy, stosunek do świata. Dla niektórych jest to szansa, żeby pozbyć się niechlubnej łatki przypiętej w gimnazjum, której nie chce nosić. I stać się inną, dojrzalszą osobą. Poza tym jest to jeszcze przedłużenie wakacji przed nadchodzącą ciężką pracą w szkole.
A.K.: Dziękuję za rozmowę.

Obóz wyprawa - czy dla każdego?

z Agnieszką, uczestniczką V turnusu obozu wyprawa na Campie Serwy rozmawiała Agnieszka Kazimierczak

Agnieszka Kazimierczak: Aga, byłaś już na kilku campach. W tym roku wybrałaś nieco inną formę wypoczynku – obóz Wyprawa na Campie Serwy. Czym różni się taki obóz od campu?
Agnieszka: Na pewno jest zupełnie inaczej niż na campie. Przede wszystkim jedzenie – trzeba samemu wszystko przygotowywać, a trwa to bardzo długo – trzeba rozpalić ognisko, zagotować dla wszystkich wodę i zabrać się za przygotowanie posiłku. Żeby nie przeszkadzać sobie w „kuchni” i dobrze wykorzystać czas, druga grupa w tym czasie pływała na kajakach albo chodziła na wyprawy do lasu.
A.K.: Z czego przygotowywaliście posiłki?

A.: Wszytko było gotowane i pieczone na ognisku. A zdarzyło się też, że patroszyliśmy i piekliśmy ryby. Na śniadanie jajecznica albo grzanki z ognia, obiad to np. spaghetti, inne potrawy mięsne. Warzywa obecne były przy każdym posiłku. Używaliśmy też dużo czosnku. Dla mnie to taka szkoła gotowania.
A.K.: Przemieszczaliście się kajakami. Jak długo pływaliście?
A.: W pierwszych dniach między obozowiskami po 3-4 godziny, a ostatni spływ do campu to około 7 godzin z postojami.
A.K.: A jak organizowaliście sobie biwak?
A.: Spaliśmy głównie w namiotach, które sami rozbijaliśmy za każdym razem, ale na pierwszych turnusach dzieci same budowały szałasy. Tam też niektórzy chętni mogli mieszkać. Co kilka dni zmienialiśmy miejsce biwaku. Menażki myliśmy w rzece specjalnym płynem, żeby nie szkodził środowisku.
A.K.: Jak się spało w śpiworze?
A.: Pierwsze dwie noce były trochę ciężkie, ale po powrocie do domu myślałam, że do snu ułożę się na podłodze w śpiworze. Podczas obozu chętni mogli też spać pod gwiazdami, co raczej w domu się nie zdarza.
A.K.: A jak się myliście?
A.: Na co dzień w rzece lub źródełku, a ostatnie obozowisko to prysznic solarny. Do mycia używaliśmy specjalnie przygotowanych mydeł i szamponów, które nie szkodzą środowisku.

Wyprawa3.jpg

A.K.: Czy udało wam się wygospodarować trochę czasu na zabawę?
A.: Tak, mieliśmy nocną grę terenową w lesie, graliśmy we flagi.
A.K.: Coś cię zaskoczyło?
A.: Że było tam zupełnie inaczej niż na campie – mogliśmy sami układać sobie plan dnia, pobyć więcej ze sobą. Oczywiście mieliśmy też obowiązki, takie jak ugotowanie obiadu czy sprzątanie w namiotach. Było trochę ciężko, ale nauczyłam się na pewno odpowiedzialności, samodzielności, po tym obozie więcej rzeczy robię w domu sama. Gdy płynęliśmy, pan opowiadał nam o różnych ptakach, drzewach.

Na takim obozie więzy są mocniejsze. Jest też pewnie troszkę więcej drobnych konfliktów, ale po obozie chętnie się ze sobą spotykamy i bardziej się poznaliśmy niż jest to możliwe na campie. Okazuje się, że można przeżyć bez telefonu, wody w kranie, a nawet światła, gdy się gdzieś zapodziała latarka.
A.K.: Czy na taki obóz może pojechać każdy?

A.: No nie – to obóz dla osób, które są odważne i wiedzą, że chcą podjąć takie wyzwanie – codziennie 4 godziny kajakowania, minimum rzeczy przy sobie, gotowanie, namiot. Do tego trzeba być przekonanym. W pewnych momentach miałam chwile zwątpienia, że nie dam rady fizycznie, ale wsparcie nowych znajomych było bardzo ważne. Ważne jest też zaufanie i fakt, że można na każdego liczyć. W połowie dłuższych dystansów dostawaliśmy czekoladę, która była dla nas nagrodą za ciężką pracę przy wiosłach. Pewnie o wiele łatwiej jest kupić taką czekoladę w sklepiku, ale wtedy smakuje zupełnie inaczej.
A.K.: Dziękuję za rozmowę.

Wieści z biura

Wakacje skończyły się już kilka tygodni temu, za oknem pierwsze chłody. Wydawać by się mogło, że w firmie takiej jak nasza nastał okres przestoju, a dzień za dniem toczy się leniwie.
Nic bardziej mylnego! U nas praca na najwyższych obrotach. Analizujemy ankiety wypełniane zarówno przez Państwa, jak i przez naszych campowiczów oraz kadrę. Kończymy cykl spotkań z kierownikami campów i baz, podsumowujący sezon LATO 2016.
W pierwszych dniach września zakończyliśmy pracę nad ofertą na nadchodzący sezon zimowy. W przygotowywaniu oferty oraz katalogu udział brał całkiem spory zespół – począwszy od kierownika programowego, kierowników campów zimowych poprzez pracowników biura obsługi klienta na dziale marketingu i projektowania graficznego skończywszy. Kilka dni temu katalog powędrował do druku, lada moment powinien docierać do skrzynek pocztowych naszych campowiczów.
Obecnie planujemy i organizujemy zapisy na sezon ZIMA 2017, przygotowujemy niezbędne dokumenty i regulaminy. Modyfikujemy również naszą bazę danych, aby ułatwiała nam proces komunikacji z Państwem, a wszystkie zapisy i procesy były dostosowane do wymogów nowego rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej. Intensywna jesień przed nami.

Do zobaczenia za rok!

junior_3.jpg

morski_1.jpg

morski_3.jpg

odkrywcy_1.jpg

osada_1.jpg

osada_2.jpg

radkow_2.jpg

serwy_2.jpg

tarda_1.jpg

tarda_2.jpg

wz_1.jpg

Junior_2.jpg

wyprawa1.jpg

Newsletter został wysłany do osób, które zgłosiły chęć jego otrzymywania zaznaczając tę opcję w panelu rezerwacyjnym on-line na stronie www.chris.com.pl. Jeśli nie chcecie Państwo otrzymywać tego typu wiadomości, prosimy kliknąć tutaj.

Wszelkie uwagi oraz propozycje tematów do newslettera prosimy zgłaszać mailowo: newsletter@chris.com.pl

CHRIS - obozy młodzieżowe, obozy dla dzieci, zielone szkoły.